Jak pokonać depresję Jak pokonać depresję
Daniel Sikorski
Lekarz mówi, że wyniki są znakomite, ale Ty nie masz energii i chęci do życia? Jesień dawno minęła, a ponury nastrój nadal Cię nie opuszcza? Jeżeli też bezskutecznie zmagasz się z depresją, poznaj historię człowieka, który pokonał tę chorobę. Bez lekarstw...» zobacz więcej
Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Sens cierpienia

     Jeżeli Bóg istnieje, to dlaczego pozwala na krzyczącą niesprawiedliwość, na bezkarność zbrodniarzy, na cierpienia ludzi niewinnych? Gdzie byt Bóg, gdy torturowano i zabijano w komunistycznych i faszystowskich obozach śmierci? Dlaczego tak wielu ludzi niewinnie cierpi, żyje w skrajnej nędzy i umiera z głodu? Wielu ludzi stawia sobie tego rodzaju pytania. Niektórzy nie znajdują satysfakcjonującej ich odpowiedzi i dlatego przeżywają kryzys wiary albo stają się ateistami. Jeden z nich - francuski pisarz Jacques Lanzmann - w rozmowie z jednym z najwybitniejszych współczesnych filozofów katolickich Jean Guittonem powiedział, że jeżeli Bóg istnieje, to dlaczego milczy i nie odpowiada człowiekowi na jego pytania o sens cierpienia i śmierci? J. Guitton odpowiedział, wskazując na przykład Hioba: «Bóg mu powiedział: "Już od dłuższej chwili mówię do ciebie, a ty nie słuchasz. Nadal zadajesz pytania. Prosisz bym cię wysłuchał, pierwej jednak sam naucz się słuchać... Nie możesz słuchać, bo nieustannie do mnie mówisz" - odpowiada Bóg Hiobowi. W rzeczywistości jest to wielki głos wewnętrzny» (Jean Guitton, Jacąues Lanzmann - "Czy wierzyć w Boga czy nie wierzyć?" Księża Jezuici, Kraków 1996, s. 65-66).      Bóg najpełniej przemówit do człowieka, sam stając się w Jezusie Chrystusie prawdziwym człowiekiem. Jezus Chrystus ciągle mówi do człowieka i daje odpowiedzi na najtrudniejsze pytania. Problem jest tylko w tym, aby człowiek chciał i nauczył się słuchać Jezusa.

     1. Skąd pochodzi cierpienie?

     Już z Ksiąg Starego Testamentu, takich m. in. jak Księga Rodzaju, Psalmów, Hioba, Izajasza, Jeremiasza, dowiadujemy się, że cierpienie spowodowane jest ograniczeniem lub brakiem dobra i miłości.

     Dokładne odczytanie opisu grzechu pierworodnego w świetle Nowego Testamentu pozwala nam uświado-moć sobie, że wszyscy ludzie stanowią jedną wspólnotę dlatego, że wszyscy zostali stworzeni w Chrystusie (Kol 1, 17-18), który jest zasadą takiej jedności, w jakiej "wszyscy razem tworzymy jedno ciało w Chrystusie, a każdy z osobna jesteśmy nawzajem dla siebie członkami" (Rz 12, 5). Cały dramat grzechu pierworodnego (Rdz 3, 1-24) polegał na tym, że Adam i Ewa indywidualnie i jako pierwsza wspólnota ludzi uwierzyli szatańskiej pokusie, że Bóg ich okłamuje i nie kocha. Uwierzyli w kłamstwo, że mogą wbrew Bogu, o własnych siłach osiągnąć pełnię szczęścia i być "tak jak bóg". Swoją wiarę szatanowi i niewiarę Bogu wyrazili w czynie i postawie swojego życia. Jest to największy dramat ludzkości, który Księga Jeremiasza wyraża w formie skargi Boga Stwórcy: "Jaką nieprawość znaleźli we Mnie wasi przodkowie, że odeszli daleko ode Mnie? Poszli za nicością i stali się sami nicością..." (Jr 2, 5). W ten sposób sami ludzie decyzją swojej wolnej woli dokonali zniszczenia istotnego dobra w nich samych, więzów łączących z samym Źródłem Dobra - Bogiem oraz dobra we wzajemnych międzyludzkich relacjach. Wszyscy ludzie znaleźli się w rzeczywistości zniszczenia największego dobra jakim jest miłość. Wyraża się to w tym, że człowiek stał się niewrażliwy na miłość, jaką jest kochany przez Boga, i niezdolny do miłości drugiego człowieka. Jest to więc stan egoistycznej koncentracji na sobie, spowodowany uszkodzoną zdolnością przyjmowania i przekazywania innym miłości Chrystusa. Ten brak największego dobra, jakim jest miłość, stał się źródłem cierpienia i śmierci. Cała rodzina ludzka znalazła się w sytuacji grzechu pierworodnego, w sytuacji istotnego braku dobra, co z konieczności zrodziło cierpienie nie tylko w sferze duchowej, ale również i fizycznej. Ponieważ człowiek jako król stworzenia, w imieniu całej stworzonej rzeczywistości, powiedział Bogu "nie", w ten sposób również całe stworzenie zostało skażone złem i potrzebuje odkupienia (Rz 8, 19-22).

     2. Czy cierpienie jest karą?

     Pismo Święte jasno uczy, że to nie Bóg jest sprawcą cierpienia i śmierci człowieka. One są naturalną konsekwencją grzechu. W Księdze Mądrości czytamy: "Bo śmierci Bóg nie uczynił i nie cieszy się ze zguby żyjących... Bo sprawiedliwość nie podlega śmierci. Bezbożni zaś ściągają ją na siebie słowem i czynem, usychają, uważając ją za przyjaciółkę, i zawierają z nią przymierze, zasługują bowiem na to, aby być jej działem" (Mdr 1, 13. 15-16).

     Trzeba pamiętać, że każdy człowiek od momentu poczęcia staje się częścią rodziny ludzkiej i dziedziczy obecną w niej rzeczywistość dobra, jak i jego braku, czyli zła, które jest przyczyną cierpienia. Taka jest po prostu rzeczywistość i nikt od niej nie ucieknie. Każdy człowiek choćby był najbardziej niewinny, z konieczności musi doświadczyć cierpienia i śmierci. Cierpienie nie jest więc karą, jaką Bóg wymierza za grzech, ale nieuniknionym doświadczeniem skutków obiektywnie istniejącego "grzechu świata" (J 1, 29).

     Oczywiście, że są cierpienia, które są również następstwem osobistej winy, ale nie jest prawdą, że tak dzieje się zawsze. Są ludzie cierpiący niewinnie. Bóg przez biblijnego Hioba uświadamia nam, że istnieje wielka tajemnica cierpienia i nie wolno go tłumaczyć jako zwykłej konsekwencji osobistych grzechów. Przyjaciele Hioba zostali przez Boga upomnieni za twierdzenie, że każde cierpienie jest karą za grzech, bo przecież cierpienie Hioba było niezawinione. Nie każde cierpienie jest wynikiem osobistej winy. Jeżeli natomiast istnieje osobista wina, to wtedy rodzące się z niej cierpienie jest zwykłą konsekwencją grzechu, a nie karą, którą Bóg wymierza grzesznikowi (por. Ga 6, 8). Bóg pozwala człowiekowi skonsumować skutki jego złego postępowania tylko po to, aby mógł poznać całą prawdę o grzechu, i żeby się opamiętał, nawrócił, przezwyciężając drzemiące w nim zło. Sam Jezus Chrystus w swoim nauczaniu zaprzecza utartemu przekonaniu, że cierpienie jest zawsze karą za grzechy: "Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: "Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym - on czy jego rodzice?" Jezus odpowiedział: "Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby na nim objawiły się sprawy Boże" (J 9, 2-3).

     3. Czy cierpienie ma sens?

     Cierpienie rodzi się ze zła, a więc ze zniszczenia konkretnego, obiektywnego dobra decyzją wolnej woli człowieka. Wobec grzesznych ludzkich decyzji Bóg jest bezbronny, ponieważ jest absolutną Miłością, i do końca respektuje każdą decyzję wolnej woli człowieka. Poprzez grzech pierworodny zło stało się udziałem całej rodziny ludzkiej i dlatego dotyka ono wszystkich, i zadaje cierpienie wszystkim, również tym, którzy nie mają osobistej winy. Będąc w sytuacji grzechu, człowiek staje się niewolnikiem sit; zła. Jest to sytuacja beznadziejna i bez wyjścia, ponieważ o własnych siłach nie jest w stanie się z niej uwolnić. Samozbawienie jest niemożliwe.

     Grzech i wynikające z niego cierpienie i śmierć same w sobie są bezsensowne i pozostałyby takie, gdyby nie fakt, że Bóg rzeczywiście do końca ludzi ukochał i po grzechu nie zostawił ich w sytuacji bez wyjścia. "Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne" (J 3, 16). Bóg w swojej miłości posunął się najdalej, jak tylko mógł, aby wybawić każdego człowieka z sytuacji grzechu, która zawiera w sobie perspektywę wiecznego cierpienia. To sam Bóg staje się prawdziwym człowiekiem, członkiem wspólnoty ludzkiej pogrążonej w niewoli grzechu, cierpienia i śmierci. Druga Osoba Trójcy Świętej, stając się prawdziwym człowiekiem, bierze na siebie cały dramat ludzkiego życia z doświadczeniem wszystkich konsekwencji grzechu, a więc z doświadczeniem prawdziwej ludzkiej śmierci. To sam Bóg w Jezusie Chrystusie "obarczył się naszym cierpieniem..., dźwigał nasze boleści..., był przebity za nasze grzechy..., zdruzgotany za nasze winy" (Iz 53, 2-6).

     "Chociaż sam niewinny, przyjmuje na siebie poniekąd cierpienia wszystkich ludzi dlatego, że przyjmuje grzechy wszystkich: cały grzech człowieka w jego rozciągłości i głębi staje się właściwym źródłem cierpienia Odkupiciela... W Jego cierpieniu grzechy zostają zgładzone właśnie dlatego, że On jeden, jako Jednorodzony Syn, mógł je podjąć, wziąć na siebie, z tą miłością ku Ojcu, która przewyższa zło wszelkiego grzechu, unicestwia niejako to zło w duchowej przestrzeni stosunków pomiędzy Bogiem a ludzkością i wypełnia tę przestrzeń dobrem." (Jan Pawei II. List Apostolski Salvfici Dolores o chrześcijańskim sensie ludzkiego cierpienia, n. 17).

     Chociaż Jezus cierpi i umiera w swoim człowieczeństwie, to jednak ostatecznie cierpi Osoba Syna czyli druga Osoba Trójcy Świętej. Dlatego Ojcowie Kościoła pierwszych wieków podkreślali jedność bóstwa i człowieczeństwa w Chrystusie, przypisując cierpienie boskiej Osobie Syna. Tak więc Bóg doświadczył swojej miłości do ludzi poprzez cierpienie. Również ze strony Ojca nie mogło być w stosunku do nas większego cierpienia z miłości od tego, które wyraziło się w darze Syna (J 3, 16). Właśnie w tym intymnym cierpieniu Ojca Jego miłość do ludzi osiągnęła swoją pełnię.

     Tak więc, Trójjedyny Bóg jest pierwszym, który doświadcza cierpienia. To On sam, stając się prawdziwym człowiekiem, poprzez śmierć i zmartwychwstanie sprawił, że cierpienie ludzkie stało się drogą zbawienia, drogą dojrzewania do miłości. Dlatego trzeba pamiętać, że ile razy spotyka człowieka cierpienie, to Bóg jest pierwszy, który niesie jego ciężar. Obraz Boga nieczułego na nasze cierpienia jest fałszywy, niezgodny z Objawieniem. Bóg nie byłby Miłością, gdyby nie współcierpiał i był obojętny na ludzkie cierpienie.

     To właśnie On - kochający Bóg - był najpełniej obecny w Oświęcimiu, to On był i jest prześladowany, skazywany na śmierć w każdym cierpiącym i umierającym człowieku. Ale aby tę rzeczywistość odkryć, potrzebne są "oczy" wiary.

     Tylko poprzez wiarę w Jezusa Chrystusa, najbardziej wydawałoby się bezsensowne i niewinne cierpienie staje się drogą naszego zbawienia. Na tej drodze miłość rozwija się najintensywniej, a człowiek może bardziej radykalnie pokonywać swój egoizm i przyczyniać się do dzieła zwyciężania zła dobrem, do zbawienia świata - razem z Chrystusem. Dlatego chorzy i cierpiący są największym skarbem Kościoła, bo z nimi najbardziej zjednoczony jest Chrystus.

Chorym i wszystkim cierpiącym w szpitalach i w domach wyrażam moją solidarność, moje uczucie i życzliwość. Jak już mówiłem wiele razy, Kościół liczy bardzo na Was, ponieważ Wasza sytuacja zbliża Was szczególnie do Ukrzyżowanego, dzięki czemu możecie bardziej bezpośrednio współpracować z Nim dla nawrócenia i zbawienia ludzi. Jeśli potraficie cierpieć w tym duchu i w tym celu ofiarować swoje cierpienia, będziecie dobroczyńcami ludzkości, a wasze imiona zapisane zostaną w niebie złotymi literami. Pomocą w doświadczeniach niech Wam będzie moje specjalne błogosławieństwo.

(Jan Paweł II, audiencja środowa 31 marca 1982 r.)



ks. Mieczysław Piotrowski TChr


Publikacja za zgodą redakcji

nr 9-10/1996


Jak spragniona ziemia. 365 myśli o cierpieniu Jak spragniona ziemia. 365 myśli o cierpieniu
Wilhelm Muhs
Zbiór myśli i sentencji o cierpieniu pod redakcją Wilhelma Muhsa jest kolejną propozycją z cieszącej się dobrym przyjęciem wśród czytelników serii "365 myśli o..."... » zobacz więcej


      



Wasze komentarze:
 Mario: 16.12.2013, 21:31
 Cierpienie nie ma sensu. Gdy przyszli Go pojmać, Jezus powiedział do Piotra, by ten odłożył miecz i, że świat musi poznać, że On (Jezus) czyni to co się podoba Ojcu. I ludzie automatycznie myślą, że Ojcu podoba się by Jezus umarł śmiercią męczeńska (bo na tym tak BARDZO skupiamy swoją uwagę) - ale, NA BOGA JEDYNEGO to jakaś sadystyczna nieprawda. Jezusowi chodzi o to, że Ojcu się podoba by głoszona była Miłość i DLATEGO On nie zamierza używać przemocy wobec NIKOGO nawet mimo, że chcą Jego samego zabić! To jest wola Ojca o którą się modlimy w modlitwie "Ojcze Nasz" słowami: "Bądź wola Twoja"... Ta wola jest słodka - bo jest pragnieniem by Miłość się rozlewała po świecie a nie przemoc, gwałt i agresja. Jezus umarł, bo pozostał wierny słodkiej Miłości aż do końca - bez agresji. To dlatego Jezus wybaczał swoim oprawcom. On nie niósł krzyża zaciskając zęby, i motywując się agresją i złością jak to często czynią ludzie, gdy się zmagają z przeciwnościami. Zauważcie - On był łagodny aż do końca. Przecież nasz Kochany Bóg, nie jest jakimś krwiożerczym sadystą. Jezus mówił nam byśmy byli "prości jak gołębie" - przecież Miłość jest prosta. Trzeba, więc, zadać sobie proste pytanie: "Co Bogu przyjdzie z mojego bólu, co ma to niby dać WSZECHMOCNEMU?" No chyba, że to w baala już wierzyć zaczynamy. A takiego "boga" to ja nie chcę, "dziękuję" bardzo. Jezus w tym sensie nas zbawił, że jeżeli zrozumiemy i uwierzymy w Miłość, którą niósł ze sobą nawet na Golgotę... to ona nas wszystkich wybawi od złego i bolesnego - samotnego życia. To jest sens Jego ofiary - byśmy uwierzyli w "ziarno gorczycy" zasiane przez niego, czyli w niepozorną słodycz Miłości. Świat jest taki jak struktura społeczeństwa, a struktura społeczeństwa jest taka jak ideologia, w którą wierzymy... Jeśli będziemy wierzyć, że mamy cierpieć - i hartować w oczekiwaniu na cirepienie - to będziemy cierpieć po wsze czasy, bo nigdy nam do głów nie przyjdzie, że można budować przyszłość Kochając czule a nie biczując i hartując. Jeśli wierzymy w twardy świat, to takie twarde realia wpajamy nowym pokoleniom, które stają się twarde i tę twardą ideologię przekazują następnym pokoleniom - błędne koło. Mamy taki świat jaki sobie tworzymy. A tworzymy taki w jaki wierzymy, że musi być. Oczywiście Jezus znosił swoje cierpienie z Miłości do nas wszystkich, więc jasne, że z Miłości i my cierpienie znosimy, dla bliskich, dla przyjaciół, dla siebie nawzajem... W KAŻDEJ modliwie chodzi tak naprawdę o akt Miłości wobec osoby, więc i cierpienie znoszone z Miłości może stać się bardzo głośną modlitwą - bo akt miłości "podstawia nogę" diabłu. ;) Czasem też trzeba przejść przez coś trudnego, by dojść do dobra - bo szatan obwarował właściwie każde dobro w tym świecie cierniami by nam uprzykrzyć życie...Droga jest bolesna szczególnie gdy już jesteśmy jakoś pokaleczeni. Ale SENS cierpienia? Bzdura! Bóg nie chce patrzeć na nasz ból i łzy - On w niebie płacze razem z nami... Miłość, Miłość i jeszcze raz Miłość, tkliwa, troszcząca się o KAŻDE malutkie uczucie i współprzeżywająca - czyli miłosierna :) To ona jest wszechmocą Boga, o czym często zapominamy myśląc, że Bóg posługuje się jakąś nieokreśloną "mocą" - ta moc ma jedyną nazwę: Miłosierna Miłość. Pozdrawiam wszystkich obolałych na ciele czy duszy. Trzymajcie się ciepło :) Bóg KOCHA Was bardzo :)
 Sue: 07.05.2013, 02:14
 Małe dzieci cierpią tylko i wyłącznie w wyniku głupoty i ignorancji własnych rodziców. Bóg nie ma z tym nic wspólnego. Jeśli ktoś nie nauczył się Boskich ustaw, sam ponosi tego konsekwencje, cierpi a to cierpienie przenosi na własne dzieci. Mówienie, że cierpienie to droga do zbawienia i miłości to jakaś paranoja. Tyle cierpienia wokół a zbawienia i miłości nie widać. Więc komu służy to cierpienie?
 myślący: 01.05.2013, 12:23
 bełkot, najlepiej to zastraszyć społeczeństwo i wciskać że męki mają sens, głupota to jaki jest sens życia, po co się rodzimy
 Jan: 01.04.2013, 19:19
 Boże kochany! Boże kochany daj ludziom rozum! Kochani poczytajcie w Wiki na temat bólu i cierpienia! Wmawianie nam ludziom grzechu pirwotnego jest perwersją sadystów z ich ulubionymi cytatami z jedynie prawdziwej Świętej Księgi. Boźe ,gdzie jesteś i nie karzesz tych szamanów!Boże, zmuszony przez chorych psychopatów do płodzenia syna w jedynym celu,źeby "odkupić" resztę sekty żydowskiej od tzw,grzechu,który równieź w tysiące lat później popełniany jest,Boźe kochany spraw by wreszcie ci głosiciele wybawienia przez cierpienie sami doznali cierpienia i swoje osądy na temat cierpienia skorygowali. Boźe kochany przecież nie mierzyłeś u swego syna pozio bólu we krwi za pomocą poziomu prostaglandyny ,serotoniny itp. ani teź skalą bólu i ich jednostka jaką jest dol. Paranoja: ile doli musiał mieć Jesus,żeby Ojciec mógł nasze grzechy( w 01.04.10.2013) wreszcie przebaczyć! Okrutni,krwioźerczy sadyści,przestańcie wreszcie nas biednych,chorych,opuszczonych przez wszystkich ludzi obraźać! Życzyłbym teologom częstszej kontroli,przynajmniej u dentysty!
 justa: 13.06.2012, 20:46
 A co z cierpieniem malutkich dzieci, ktore tego nie rozumieja? Nie potrafie tego w zaden sposob wyjasnic. To jest cos innego niz cierpienie doroslego. Czy ksiadz moze napisac na ten temat?
 g****: 13.01.2012, 13:51
 jaki sens ma cierpienie młodych ludzi i dlaczego dotyka tych dobrych i spokojnych,mój syn miał tylko 21 lat, cierpiał na raka i kiedy odchodził zachował się jak dorosły
 xx: 27.06.2011, 15:26
 jak ktoś cierpi i ofiaruje te cierpienie za kogos to tak jakby przylaczal sie do cierpienia pana jezusa.. ja tak to rozumiem.
 bober111: 17.04.2011, 22:15
 Jak mam użyć swoje cierpienie dla dobra innych? Przecież nikt z tego nic nie ma.
 sebek: 24.01.2011, 20:56
 bzdury
 adi152115: 08.11.2010, 20:48
 można napisać więcej bo jest mi to bardzo potrzebne....:)
 xxx: 18.01.2009, 16:36
 o. Raniero cantalamessa: "Trzeba zacząć od ofiary z przyjemności aby dojść do przyjemności z ofiary."
 xx: 18.01.2009, 09:35
 Czyli co z tym niesieniem,bo nie rozumiem?
 xxx: 11.01.2009, 19:22
 Paul Claudel (+ 1955): "Musimy nieść krzyż, zanim on nas będzie niósł."
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
Daj plusika:
[ Strona główna ]
Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą
Katarzyna Jarosz, Tomasz Jarosz
Jest tak wiele pytań na temat miłości, które zadajesz sobie codziennie. Czy czasami masz wrażenie, że te pytania są bez odpowiedzi? Mamy dla Ciebie rozwiązanie... » zobacz więcej
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2014 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej